Dla jednych to smak dzieciństwa, dla innych kulinarna zagadka, a dla jeszcze innych - niepotrzebna tradycja, którą należałoby „odczepić od świąt”. Karp. Ryba, która raz w roku robi w Polsce prawdziwą karierę. Ale jak to się stało, że właśnie karp, a nie szczupak, sandacz czy śledź, stał się symbolem wigilijnego stołu?
Odpowiedź jest znacznie ciekawsza, niż mogłoby się wydawać i prowadzi przez średniowieczne klasztory, postne zwyczaje, szlacheckie majątki i powojenną propagandę.
Wigilia, czyli post - od tego wszystko się zaczęło
Żeby zrozumieć fenomen karpia, trzeba cofnąć się do czasów, gdy Wigilia była dniem ścisłego postu. Nie jadło się mięsa, tłuszczów zwierzęcych ani alkoholu. Ryby natomiast były dozwolone. Kościół traktował je jako pokarm „postny”.
I tu pojawia się kluczowe pytanie: jaką rybę można było zjeść zimą w Polsce, kiedy nie było lodówek, transportu chłodniczego ani morskich przysmaków na wyciągnięcie ręki?
Odpowiedź była prosta: taką, którą dało się łatwo hodować i przechowywać.
Karp - ryba idealna na średniowieczne realia
Karp nie pochodzi z Polski, ale zadomowił się tu na dobre już w średniowieczu. Wszystko za sprawą mnichów, głównie cystersów i benedyktynów, którzy
zakładali stawy rybne, hodowali karpie masowo, potrzebowali ryby odpornej, łatwej w utrzymaniu i „postnej”.
Karp był idealny:
• wytrzymywał zimno,
• mógł żyć w stawach o niskiej jakości wody,
• dawał się przechowywać żywy aż do momentu spożycia.
Dla klasztorów i dworów szlacheckich był więc rybą praktyczną i przewidywalną, a to w dawnych czasach znaczyło więcej niż smak.
Szlachta, stawy i prestiż
W XVII i XVIII wieku hodowla karpia stała się wręcz symbolem zamożności. Duże majątki ziemskie posiadały własne stawy, a karp trafiał na stoły magnatów i szlachty - nie tylko w Wigilię, ale właśnie wtedy szczególnie.
Stopniowo ryba ta zaczęła kojarzyć się z:
• dostatkiem,
• świętem,
• „czymś wyjątkowym”.
A ponieważ Wigilia była najważniejszym dniem postnym w roku, karp naturalnie zajął miejsce centralne.
I wtedy wchodzi PRL, cały na szaro
Choć karp był znany wcześniej, to prawdziwą ogólnopolską gwiazdą Wigilii stał się dopiero po II wojnie światowej.
W latach 40. i 50. władze PRL miały problem: brakowało mięsa, a społeczeństwo trzeba było wykarmić. Karp okazał się idealnym rozwiązaniem, bo był tani w hodowli i łatwy do masowej produkcji.
W 1947 roku Hilary Minc ogłosił słynne hasło:
„Karp na każdym wigilijnym stole”
I rzeczywiście - państwo zaczęło promować karpia na masową skalę. Stawy rybne rosły jak grzyby po deszczu, a karp stał się niemal jedyną „świąteczną” rybą dostępną dla przeciętnej rodziny.
Tak narodziła się tradycja, którą dziś wielu uważa za „odwieczną”, choć w tej formie ma raptem kilkadziesiąt lat.
Żywy karp w wannie - relikt epoki
Obraz karpia pływającego w wannie to nie folklor sprzed wieków, lecz wynalazek PRL-u. Brak lodówek i świeżych dostaw sprawiał, że rybę kupowało się żywą - często kilka dni przed Wigilią.
Dla dzieci był to niemal domowy zwierzak, dla rodziców kulinarne wyzwanie, a dla karpia… no cóż, raczej nie były to najlepsze święta.
Dlaczego karp wciąż trzyma się stołu?
Dziś nikt już nas do karpia nie zmusza. Możemy wybierać spośród dziesiątek ryb i potraw. A jednak karp wciąż wraca. Czasem z sentymentu, czasem z przekory, czasem „bo tak było zawsze”.
Bo tradycja, nawet jeśli młodsza, niż nam się wydaje, wiąże się z emocjami:
• wspomnieniem domu,
• zapachem kuchni,
• rodzinnymi historiami.
Karp jest więc nie tylko daniem. Jest opowieścią o Polsce - tej dawnej, klasztornej, szlacheckiej i tej powojennej, kombinującej i oszczędnej.
A jeśli ktoś nie lubi karpia?
To też część współczesnej tradycji. Bo Wigilia, paradoksalnie, zawsze była świętem adaptacji - do warunków, czasów i możliwości. Tak jak kiedyś wybierano karpia, bo był dostępny, tak dziś wybiera się to, co smakuje.
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
Źródła: Archiwa prasowe z lat 40.-50. XX w. (m.in. „Trybuna Ludu”), Maria Dembińska - Food and Drink in Medieval Poland, Jarosław Dumanowski - Historia smaku, Zygmunt Gloger - Encyklopedia staropolska, Oskar Kolberg - Dzieła wszystkie, Opracowania Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie, Andrzej Chwalba - PRL. Codzienność.









Napisz komentarz
Komentarze